Po głośnej eksmisji
Dodane przez Gruneberg dnia 11.11.2012

 

Wygnańcy z willi – wciąż niepewni jutra

Mieszkańcy willi Grüneberga, wywłaszczeni przez magistrat i eksmitowani do lokali zastępczych, nie skarżą się – na warunki zamieszkania. Pozostaje jednak ciągły niepokój o przyszłość...

 


Rozszerzona zawartość newsa

Po głośnej eksmisji

Wygnańcy z willi – wciąż niepewni jutra

 

Mieszkańcy willi Grüneberga, wywłaszczeni przez magistrat i eksmitowani do lokali zastępczych, nie skarżą się – na warunki zamieszkania.

Pozostaje jednak ciągły niepokój o przyszłość...

Pani Elżbieta Kępińska z mężem znalazła się w dwupokojowym 42 metrowym lokalu przy ul. Jagiellońskiej, w oficynie na trzecim piętrze... Pani Barbara Kobylnik, otrzymała z dziećmi trzy pokoje przy ul. Krzemiennej. Obie panie muszą co miesiąc odnawiać umowy najmu z miastem, co trwać ma do czasu wypłacenia im przez urząd – jako wywłaszczonym właścicielom – należności za przejęte przez miasto udziały.

Stanisław Kępiński, pionier niezwykle zasłużony dla Zdrojów – wiosną 1945 roku uruchomił w dawnej fabryce Grünebergów pierwszą elektrownię na prawobrzeżu, który osiadł z liczną rodziną w odbudowanej własnymi rękami willi, otrzymał ten dom na własność w darze od prezydenta Bieruta. Z czasem rodzina rozrosła się. Lista spadkobierców zmarłego w latach 70, pioniera była długa. Część z nich przeniosła się potem do innych miast lub za granicę.

Po zatwierdzeniu projektu „szybkiego tramwaju” miasto obiecywało mieszkańcom willi przeprowadzkę do nowych mieszkań, podobno prezydent Jurczyk gotów był dać w zamian dwa szeregowce, jednorodzinne... Potem jednak, po objęciu posady wiceprezydenta przez Piotra Krzystka, przedstawiciele magistratu zastosowali sprytne rozwiązanie dotarli do rozproszonych po kraju i świecie spadkobierców pioniera Kępińskiego i nabyli od nich ponad 60 % udziałów... Wtedy urwały się propozycje mieszkań zamiennych, za to w Gryfinie rozpoczął się proces o wywłaszczenie mieszkańców willi.

Na szczęście pomysł na ocalenie rodzinnego domu dostarczył mieszkańcom „Kurier Szczeciński” przypominając, że tam właśnie była ostatnia rodowa siedziba słynnych budowniczych organów – Grünebergów. Idea zachowania historycznego obiektu, dzięki wsparciu ludzi z kraju i zagranicy doprowadziła do zarejestrowania go jako zabytku chronionego prawem.

I to jest przede wszystkim wielka zasługa mieszkańców starej willi.

Warto podkreślić, że żadna z obu pań nie będzie mogła za równowartość swych udziałów nabyć samodzielnego mieszkania. W tej sytuacji miasto, jako nowy właściciel całości willi ma, na mocy prawa o ochronie lokatorów, obowiązek zapewnienia im odpowiednich mieszkań zamiennych. Docelowych, nie tymczasowych.

Akt prawny, na który powołuje się prezydent miasta – zwany specustawą drogową – formułuje wprawdzie szybką ścieżką inwestycyjną, ale stawia twarde wymogi – sztywne terminy zarówno wywłaszczanym, jak i urzędom... To urząd miał termin miesiąca – od chwili uprawomocnienia się decyzji o rozpoczęciu inwestycji – by określić wysokość rekompensaty za mienie. Nie dopełnił tego.

W ustawionym terminie mieszkańcy odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o wstrzymanie wykonania decyzji prezydenta. Sąd miał ustawowe dwa miesiące na rozpatrzenie odwołania... I do chwili eksmisji nie zapoznał się ze sprawą... Eksmisja zatem – bez rozpatrzenia tego odwołania, bez w porę przygotowanej rekompensaty za udziały oraz mieszkań zamiennych, docelowych - nie tymczasowych! - nie powinna mieć miejsca.

Mieszkańcy willi dopiero na trzy dni przed eksmisją otrzymali propozycje mieszkań... tymczasowych.

Gdyby zaproponowano im lokale docelowe, brutalnego z natury aktu eksmisji można by uniknąć...

Żaden cel nie uświęca środków, niby zgodnych z literą, lecz łamiących ducha prawa.